Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Neko
Użytkownik

Dołączył: 23 Sty 2011
Posty: 3
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/3
Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Nie 19:46, 23 Sty 2011 Temat postu: Zbyt poważne przeziębienie? |
|
|
Witam, chciałabym dowiedzieć się pare rzeczy, gdyż weterynarz, u którego byłam nie umiał chyba stwierdzić co mu dolega.. Może Wy mi pomożecie? Zaczęło sie niewinne. W środę zauważyłam, że mój koszatek jest osowiały, siedział, nic nie jadł. Miał dolne ząbki troszkę większe, niż zawsze,ale były żółte. Następnego dnia poszłam z nim do weterynarza, gdyż martwiłam się o niego, nigdy się tak nie zachowywał /zawsze był pełen życia i w ogóle./ Tam powiedział, że jest przeziębiony, z noska spływał katar, podał mu antybiotyk. Przyciął także ząbki. Wróciłam z nim do domu, szczęśliwa, że wróci znowu do zdrowia. Było wręcz przeciwnie. Mój koszatek od wizyty u weterynarza był jeszcze bardziej osowiały niż dzień wcześniej. Weterynarz mówił, że może tak być, po przyjęciu antybiotyku, dlatego też włożyłam go do klatki, dając go obok jedzenia i poidełka. Myślałam, że tak po prostu być musi. W piątek rano koszatek był bardzooo wychudzony. Dalej siedział, chociaż widziałam, że pije i próbuje coś zjeść. Po powrocie ze szkoły ponownie poszłam do weta. Gdy wyciągnęłam go u weterynarza, miał na oczkach białą wydzielinę /ponoć zaropiały.?/ Przebadał go, biło mu strasznie serce, ale wet stwierdził, że się boi. Zakropił mu oczka i podał ponownie antybiotyk. Znowu, naiwna wróciłam z nim do domu. Włożyłam go do klatki, by się uspokoił. Kilka godzin później leżał już spokojnie, musiał być słabiutki... W sobotę rano było najgorzej... Kiedy go wyciągnęłam z klatki nie miał siły się poruszyć... Popiskiwał i szukał ciepła, dlatego siedziałam z nim chwilę, próbując go ogrzać. Podałam mu także antybiotyk... Leżał na dłoni tak jakby bez życia... To był tragiczny widok. W poniedziałek miał być weterynarz, znający się bardziej na koszatkach. Czekałam tylko na ten poniedziałek. Nie doczekałam się... Koszatek zdechł dzisiaj, może wczoraj w nocy... Nie wiem, co robić. Mam wielki żal do weta, że nie pomógł mu tak jak trzeba... Jak w ciągu 3 dni zwierzę mogło tak bardzo schudnąć...? Przecież było widać, że coś jest nie tak... Oprócz koszatka mam samiczkę. Boję się, że mogła coś od niego złapać, chociaż w przeciwieństwie do niego jest taka jak zawsze, czyli pełna życia, nie widać żeby coś jej dolegało. Jednak martwię się o nią. Nie chce jeszcze jej stracić... Poszłabym z nią do kontroli, ale nie ufam już weterynarzom...
Chciałam jej dokupić jakąś koszatkę, żeby nie była sama, jednak dla mnie jest jeszcze za wcześnie.. Nie chcę mojej zmarłej koszatki, zastępować jakąś nową, z kolei tamta jest teraz sama w klatce. Czy jeśli kupię nową koszatkę, to czy one szybko się zaakceptują.? Bo samica była przyzwyczajona do zmarłej koszatki... Teraz siedzi i chyba jeszcze nie wie, co się stało...
Nie wiedziałam, gdzie dać ten temat, jeśli pomyliłam to przepraszam.
Być może się rozpisałam, ale nie umiałam tego w dwóch zdaniach napisać.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
 |
gosia
Użytkownik

Dołączył: 07 Wrz 2009
Posty: 622
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 2 razy Ostrzeżeń: 0/3 Skąd: okolice Wejherowa Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Nie 19:55, 23 Sty 2011 Temat postu: |
|
|
Ile lat miała kosza, która zmarła, i ile lat ma kosza, która została?
Na pewno kupno nowej kosi bardzo pomoże tamtej, ale będziesz je musiała oswajać.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Neko
Użytkownik

Dołączył: 23 Sty 2011
Posty: 3
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/3
Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Nie 20:02, 23 Sty 2011 Temat postu: |
|
|
Koszatkę miałam niecałe 2 lata... Nie powiedziano mi w sklepie zoologicznym ile tak naprawdę miała, bo równie dobrze mogła bardzo długo u nich przebywać. Ta, która została jest starsza i ma gdzieś 2.5 lata. Teraz boję się, że jeśli będzie nowa koszatniczka, moja ją zacznie przeganiać itd, bo może być starsza, przebywa tu długo i takie tam..
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Ewelina131
Użytkownik

Dołączył: 03 Maj 2009
Posty: 864
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 7 razy Ostrzeżeń: 0/3 Skąd: Stargard Szczeciński Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Pon 16:03, 24 Sty 2011 Temat postu: |
|
|
Myślę, że osłabiłaś koszkę tymi częstymi wizytami u weta. Wiesz, jest zimno itp.
Mogłaś najpierw zadzwonić, zapytać, czy wet Ci pomoże w leczeniu, czy tylko będzie smętnie biadolił, że kosz się przeziębił. Ale dobrze, że chciałaś leczyć koszkę u weta.
I jak najbardziej dokup towarzysza dla swojej kosi.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Neko
Użytkownik

Dołączył: 23 Sty 2011
Posty: 3
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/3
Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Śro 22:41, 26 Sty 2011 Temat postu: |
|
|
Dzwoniłam do weta, wcześniej by upewnić się czy jest, mówił żeby przyjść.
No ale trudno się mówi, oswoiłam się z myślą, że mojej koszatki już nie zobaczę... Być może ją bardziej osłabiłam, sama nie wiem. Gdybym go nie zabrała miałabym wyrzuty sumienia, że nie pomogłam, gdy potrzebował pomocy...
Kupiłam nową, samiczkę. Póki co dogadują się i oby już tak było.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Ewelina131
Użytkownik

Dołączył: 03 Maj 2009
Posty: 864
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 7 razy Ostrzeżeń: 0/3 Skąd: Stargard Szczeciński Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Czw 17:23, 27 Sty 2011 Temat postu: |
|
|
A jesteś pewna na 100% że ta starsza koszka to samiczka?
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001 - 2005 phpBB Group
Theme Diddle v 2.0.20 par HEDONISM
|
|